Zakaz AP Donald Trumpa stawia media w trudnym położeniu | Vanity Fair

Donald Trump kontynuował swoje starcie z Associated Press przez trzeci dzień w czwartek, gdy jego administracja ponownie zablokowała dostęp temu media do Biura Owalnego za to, że nie nazywa Zatoki Meksykańskiej jego preferowanym mianem: Zatoką Ameryki. "Od samego początku w mojej prezentacji na Dzień Pierwszy powiedziałem, że jeśli uważamy, że media w tym pokoju rozpowszechniają kłamstwa, będziemy je za to pociągać do odpowiedzialności" - powiedziała w czwartek rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt swoim rozmówcom, upierając się, że "faktem jest, że woda u wybrzeży Luizjany nazywa się Zatoką Ameryki".
"Nie jestem pewna, dlaczego media nie chcą tego nazwać w ten sposób, ale tak właśnie jest" - dodała Leavitt. "To bardzo istotne dla tej administracji, abyśmy zapewnili poprawne informacje, nie tylko dla mieszkańców kraju, ale także dla reszty świata."
Zbiornik wodny, o którym mowa, był znany od wieków jako Zatoka Meksykańska, jak zauważyła agencja Associated Press w tym tygodniu. Jednak Trump - w gestach przypominających żałosne zamieszanie wokół "Frytek Wolności" związanego z inwazją Stanów Zjednoczonych na Irak - przemianował go podczas swojego pierwszego dnia w urzędzie za pomocą dekretu wykonawczego, jednego z dziesiątek, które podpisał przed zebranymi przedstawicielami prasy i kamerami telewizyjnymi. Była to wyjątkowo głupia akcja, nie mająca żadnego znaczenia dla tego, jak reszta świata nazywa tę zatokę. Ale wystarczyło to, aby Google i Apple się dostosowały, jak zauważyła Leavitt podczas swojej prezentacji w czwartek, żądając jednocześnie, aby media również zaczęły tak nazywać.
Jednak żadna agencja medialna nie jest zobowiązana dostosowywać się do języka administracji, którą obejmuje, a zamykanie dziennikarzy za takie postrzegane przewinienia ma "efekt chłodzący" na wolność prasy. "Zakazanie dziennikarzom dostępu z powodu ich decyzji redakcyjnych stanowi dyskryminację poglądów" - powiedział w czwartek Eugene Daniels, prezes Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu. "To jest podręcznikowe naruszenie nie tylko Pierwszej Poprawki, ale także wykonawczego dekretu prezydenta w sprawie wolności słowa i zakończenia federalnej cenzury." To naruszenie ma szerokie konsekwencje: Jak podkreśliła wówczas redaktor naczelna AP, Julie Pace, ograniczenia w relacjach tej agencji z Białym Domem "znacząco utrudniają dostęp publiczności do niezależnych wiadomości". I chociaż ta sprzeczka jest absurdalna w swoich szczegółach, przekaz dla mediów jest jasny: Dostęp jest "przywilejem", jak to określiła Leavitt, i zostanie odebrany, jeśli administracja nie polubi tego, co jest przekazywane w informacjach.
To zaledwie pole bitwy w długiej historii administracji próbujących ograniczyć relacje. Richard Nixon miał notorycznie trudne relacje z prasą, umieszczając kilku dziennikarzy na swojej liście wrogów i słynnie blokując przynajmniej jednego dziennikarza, Stuarta Loory'ego, przed Białym Domem. Podczas pierwszej kadencji Trumpa w 2018 roku, prezydent odciął akredytacje dziennikarzowi CNN Jimowi Acosta, co wywołało pozew ze strony sieci, który został szybko odrzucony, gdy Biały Dom przywrócił mu dostęp. A w 2009 roku, Barack Obama udostępnił Kenowi Feinbergowi z Departamentu Skarbu narodowemu konsorcjum sieciowemu - z wyjątkiem Fox News. Pozostałe sieci przyszły z obroną Foxa, mówiąc, że nie będą przeprowadzać wywiadów z Feinbergiem, jeśli konserwatywna stacja będzie zablokowana. Ostatecznie administracja Obamy ustąpiła.
A czy groźba podobnego bojkotu zadziała tym razem?
Z jednej strony, Trump jest stworzeniem mediów, który - mimo swoich narzekań na "fake news" - uwielbia rozmawiać z prasą, szczególnie, gdy są obecne kamery. Nie opowiadał o swoich działaniach wykonawczych w Dzień Pierwszy przed tłumem w Biurze Owalnym z powodu głębokiego zaangażowania w Pierwszą Poprawkę; zrobił to, bo lubi być w centrum uwagi. Czy naprawdę może znieść myśl, że ludzie nie będą go oglądać podczas wykonywania obowiązków prezydenckich?
Być może nie. Dlatego też możliwe jest, jak sugerował Brian Stelter w piątek, że administracja po prostu próbuje zastąpić konsorcjum przychylnymi mediom, takimi jak One America News - co już miało miejsce w Pentagonie Pete'a Hegsetha: "Musimy działać strategicznie" - powiedział redaktor naczelny AP Stelterowi.
W każdym razie prasa musi pokazać solidarność i determinację. W końcu, to tylko wstęp do nadchodzących większych bitew: Trump i jego sojusznicy - tacy jak Elon Musk, jego główny doradca, i Kash Patel, przyszły dyrektor FBI - starają się wykorzystać swoje bogactwo i moc przeciwko tym, którzy chcieliby ich pociągnąć do odpowiedzialności. Na media i organizacje zostanie wywierana ogromna presja, aby się uginały; w niektórych przypadkach sieci już to zrobiły. Ale ten moment powinien być wezwaniem do działania. Jak powiedział Seth Stern z Fundacji Wolności Prasy, "Mam nadzieję, że media, które Trump kara poprzez ograniczenie im dostępu do briefingu, ceremonii podpisania itp., skorzystają z okazji, aby podwójnie skoncentrować się na śledztwach, które nie wymagają dostępu do ceremonii i sesji PR."